2020-12-02

 Zima nie zima

Będzie miks z dwu dni. Jako miłośniczka ptaków, wychodzę z domu i już się rozglądam czy któreś nie śpiewa czy siedzi na gałązce. Poniedziałek pochmurny ale obowiązkowo wychodzę, mimo że kręgosłup daje się we znaki. Na szczęście najbardziej na siedząco, więc trzeba chodzić.

 Jest sroka na drzewie, sikorki bogatki pod drzewem. Jedna robi dla mnie ciekawą pozę.




 Daleko za rzeką sarenka na oziminie pokrytej lekkim śniegiem. Gałęzie nie pozwalają wyostrzyć na zwierzęciu.



 Ale jest i grupa saren, już za rzeką, tylko dzień się kończy, światła brak, zbliżyć się do nich też nie można.



 Drugi dzień znacznie pogodniejszy. Widać to przez okno. Nasiona klonów czekają na gile. W tamtym roku były, może i w tym się ich doczekam.



 Na kwiczoły też jedzonko czeka. Już ich tu dzisiaj słyszałam.


 Ptaki radośnie fruwają prawie nad głową. To cała gromada szczygłów.



 

Dzwońce też są.


A w Wisłoce krzyżówki.




I słońce zachodzi z ciekawymi refleksami w chmurach.


2020-11-27

 Ptaki w końcu listopada

Tylko zdjęcia z pogodnego dnia, żeby wiedzieć jakie ptaki można o tej porze roku zobaczyć w okolicy rzeki. Tam gdzie słońce nie dochodzi bieli się przymrozek na oziminach.


Dzięciołów zielonych było więcej, spłoszyły się, poleciały na wysokie drzewo ale zaraz wróciły na teren ogrodów w Podleszanach.


 

Kwiczołów bardzo dużo na głogowym zagajniku, spłoszone przelatują na oddalone drzewa.

Kaczki spłoszyły się , kormoran w trakcie wypatrywania rybek.







W drodze powrotnej znowu kwiczoły i sroki.



Na łące koło kładki dały się obserwować bażanty.



Od strony miasta stadko szczygłów.

 

2020-11-25

 Zaliczam spacer nad rzekę

Jak zwykle spacerek nad rzekę. Słońce, wiatr i listopadowy chłodek. Czapka na głowę i w drogę. Sroka na drzewie w niedalekim ogródku:


Po chwili już jesteśmy nad rzeką. Oczywiście rozglądam się za kormoranami. Ta kropka daleko to on:


A w zbliżeniu:


Chwilę go widać jak płynie, później zanurza się i znika, nie wiadomo gdzie wypłynął. Przechodzimy przez kładkę, kilkadziesiąt metrów drogą, schodkami na wał i spacerek po drugiej stronie wału. Tam mniej odczuwa się wiatr. Na drzewie w oddali kilkanaście kwiczołów:

Nocami już bywają przymrozki ale można jeszcze zauważyć trochę kolorowych kwiatów, jak jaskier ostry i wrotycz:



Obrodziły szyszki:



 Doszłyśmy do znanego nam miejsca obok kanałku który tu przekracza wał, wspinamy się po schodkach na wał, schodzimy na ścieżkę, za chwilę już widać Wisłokę i schodki wylepione w glinie nad brzeg rzeki.




Na wysepce nie ma czapli ale są kaczki a dalej i kormoran.




 Nie znalazłyśmy lepszego dojścia do wysepki. Zresztą trochę nas wystraszyły niewielkie pieski. Powrót zarządzony.

Ale jeszcze jedna przyjemność dla mnie, latał bielik.


 A na koniec kilka widoczków:



 Przebiegł przez pole bażant (całą drogę było je słychać) i leciał kormoran.

Już w domu podziwiałam dzisiejszy księżyc. Czyż nie piękny i tajemniczy. Ten samolot mignął mi w oknie bardzo nisko. U nas to normalka, jest lotnisko, aeroklub i zakłady lotnicze.