Parkowe klimaty
W sobotę poszłam do parku który znajduje się blisko mojego rodzinnego domu. Tutaj bawiliśmy się jako dzieci. Widać go było z okna. Była tu huśtawka (takie dwuosobowe żelazne wagoniki), karuzela, fontanna a w niej razu pewnego zobaczyliśmy raka (nie wiem skąd się tam wziął). To właściwie lasek na piasku. Takich skrawków lasu pozostało w mieście kilka, poprzedzielanych miejską infrastrukturą. Założenie przyfabrycznego osiedla budowanego w latach 30 XX wieku było ciekawe, lata powojenne plany zmieniło. Teraz lasek, bo tak tradycyjnie go nazywamy, zrewitalizowano przy pseudo-eko protestach. Nasadzono trochę drzew liściastych, krzewów i kwiatów, zdjęto asfaltowy dziurawy chodnik. Są fajne kolorystyczne plamy kwiatowe ale przy pochmurnej deszczowej pogodzie tego nie widać.
W parku królują wiewiórki, naliczyłam osiem ale jest ich więcej.
Ptaków niewiele; kosy, grzywacze na gnieździe, zięby, bogatki.
Dzisiejszego mglistego poranka byłam w moim pobliskim parku. Chłodno ale przyjemnie, cicho, pusto i wrażenie tajemniczości jak to we mgle.
Zięby ledwie widoczne skakały po trawie.Rzeka po tylu dniach deszczu i śniegu znacznie przybrała i wypełniła koryto.
A w domu przez okno śpiew kulczyka rozlegał się aż miło. A teraz po południu znowu wyśpiewuje swoje melodie. Czyżby nawoływał kulczykową?
Grzywacze przeważnie odpoczywają lub zalecają się do siebie. Są jednak momenty że próbują coś zjeść. Niezgrabnie im to idzie.
Od kilku dni pląta się kopciuszek. Mam wrażenie że pilnuje z daleka budowy gniazda bo podobno to samice gniazda budują.





