2020-10-15

 Wróbel i wróble

Okazuje się ze wróble są całkiem chętnie opiewane w poezji. Wanda Chotomska tak zaczęła: "Skacze wróbel po ulicy i kiwa ogonem. Szuka owsa i pszenicy pod moim balkonem".

Wróbli w moim otoczeniu bywało całkiem sporo, chociaż ciągle słyszę że kiedyś to ich było dużo, a teraz to nie.

Ktoś bliski wynajmował dawno nie używany, nieotynkowany dom. Ileż ich tam było.





Gniazdowały na nieużywanym strychu. Brzechwa dla dzieci pisał: "We wsi Duże Kałuże siedział wróbel na murze". A to była ich weranda, dalej podskakiwały i znikały w szczelinach muru.



Rosły tam wielkie tuje. Miały w nich świetne schronienie. Gwar był niesamowity.





A tu słowa Gałczyńskiego; "Czyż nikt nie pamięta, że wróbelek jest druh nasz szczery?!"





Oglądałam jak kąpią się w piasku. To zdjęcia przez okno.







W innym miejscu oglądałam wróbelki zbierające piórka i budujące gniazdo nad werandą innego domu.



Ich ćwierkanie rozlegało się wokoło.




A gdy zrobiło się zimno korzystały z pozostawionych winogron i jedzonka, na spółkę z bogatkami i modraszkami.



"Mknie wróbel do sikorki:masz ziarenek pełne worki, strata będzie niewielka, gdy nakarmisz wróbelka" to Brzechwa. Wróble wiedziały gdzie ich miejsce i do karmnika przylatywały po sikorkach.

Na wiosnę radziły sobie świetnie na klonie za moim oknem. Nie tylko bogatki są wygimnastykowane.





A w 2019 roku policzono że było ich 6 200 000 par.
Nie omieszkam dodać po czasie stronki do wspaniałej relacji o wróblach: https://tvn24.pl/magazyn-tvn24/rozpustny-wojownik-co-z-orlami-sypia-poznajcie-wrobla,288,5066

2020-10-12

 Po parku w deszczu

Deszcz leje od rana i pewnie do wieczora tak będzie. Bulwary i park to moja najbliższa miejscówka, więc parasol w rękę, deszczowa kurtka i w drogę. Nie można całe dnie przebywać w zamknięciu. Na początku miła niespodzianka. Na ogrodzeniu kościółka św Marka nad Wisłoką siedział samiec bażanta. Nie byłam przygotowana, więc zdjęcie zrobiłam gdy przebiegł trawnik i pofrunął na odległe ogrodzenie. Później zniknął na prywatnej posesji.




Wisłoka ze stanem podwyższonym i szarą wodą mało ciekawy widok, ptaki latały za szybko. Wzdłuż rzeki całe łany kwitnącego topinamburu.



Na bulwarach żywej duszy, deszcz pada ale ja to lubię. Zresztą na głowę mi się nie leje a powietrze czyste. Jest ciepło, 14 stopni, więc nie widać dymiących kominów.


Po drodze pstrykam kwiatki ożywione deszczem.


Wejście do parku a tam też pustki. W muzeum pracują ludzie ale po parku nikt nie spaceruje.


Nie ma tu wielkich przestrzeni ale trochę ciekawych drzew. Liczyłam na dzięcioła siwego. Słychać go było ale nie dojrzałam wśród liści.



A to dworek Oborskich w którym znajduje się muzeum regionalne.


Jeszcze ładnie kwitną begonie.



Jesień już widoczna, Liście zmieniają pomału kolor i spadają. Lubię ich szelest pod nogami. Dzisiaj mokre nie szeleszczą.



Powrót tą samą drogą, bo przez miasto nie mam ochoty iść.



Widoczki z wału na bazylikę mniejszą pw Św Mateusza Apostoła i Ewangelisty oczywiście w Mielcu.



A tu jak miasto dba o architekturę krajobrazu w jednym z najlepszych punktów widokowych, bo z deptaku nad Wisłoką na najstarszą część miasta.



I jeszcze kościółek Św Marka. Dodam, że bażant już wrócił i przechadzał się po trawniku. Zrobiło się jeszcze bardziej ponuro i zdjęcie jeszcze gorsze.


A z drugiej strony całkiem przyjemne chaszcze nad Wisłoką. 


 Cztery kilometry zrobione, dobre i to.