2021-05-04

 Ptasia majówka na klonie

    Jaka była majówka wszyscy wiemy; deszczowa, zimna i wietrzna. Upiekłam ciasto marchewkowe, spotkałam się z częścią swojej rodziny i to prawie cała moja aktywność. Krótki pobyt w parku bez atrakcji.


Scenka z udziałem dzięcioła i pleszek rozbawiła mnie. Dzięcioł duży przysiadł na drzewie obok budki która prawdopodobnie była zasiedlona przez pleszki. Rozległ się ich głośny krzyk. Dzięcioł został pogoniony, ja tylko zobaczyłam ogon pleszki w otworze budki.


Druga pleszka ogłosiła zwycięstwo.
Pogoda się plotła, raz deszcz, raz słońce i ogromny wiatr. Za oknem mam jeden szczególny klon, na którym pożywienie znajduje wiele ptaków. Moje obserwacje z tych dni są dość różnorodne.
W najgorszą szarugę kapturka szukała robaczków a mokra była bidula.



O wiele powabniej wygląda ten ptaszek z suchymi piórkami.




W innym momencie przyleciała świstunka leśna.


Jednocześnie z nią zauważyłam piegżę.







To maleńkie, bardzo zwinne i ruchliwe ptaszki. Przylatują tu ciągle.


Zaglądają szczygły,


Muchołówka żałobna,




Pierwiosnek, zięba,


kopciuszek.

Kulczyk śpiewa praktycznie cały dzień

A to kulczyki kąpiące się w kałuży.
Przylatują też grzywacze i sierpówki.


Oczywiście przylatuję bogatki i modraszki, bo kos woli inne drzewo do swoich treli. Ta cała menażeria jest powodem mojej radości. Później, gdy liście urosną nie będzie ptactwa już widać, ale będę miała obraz w oknach, zielony i szumiący.








2021-05-01

O ostatnich dniach kwietnia

    Prawie każdego dnia chociaż godzinkę staram się spędzać w ruchu, na powietrzu. Stosownie do wieku to marsz lub spacer, rower jeszcze czeka z powodu małej kontuzji domowej a właściwie łazienkowej. Na szczęście idzie ku lepszemu. Ponieważ ciągle chcę coś fotografować, marsz przeważnie przechodzi w spacer.

    Podsumowując ostatnie dni kwietnia, spotkanie które mnie zadziwiło to dwa dzięcioły czarne w odległym, niedużym parku. Tam ptaków niewiele pomijając gołębie. Jest to raczej królestwo wiewiórek dla których miałam orzechy, a tu przemknęły dwa czarne cienie. Jeden przysiadł na pniu i zaświecił czerwoną czapeczką.

To wyjście zakończyłam w ogrodach działkowych, w których moi rodzice kiedyś mieli swój ogródek.


Z pobliskiego otoczenia pięknie śpiewająca pleszka na dachu czyjegoś domu.
Zięba na ławce
Grzywacze które nie opuszczają nas nigdy
Kapturka obserwowana z okna

 
Gdzie się nie ruszę wszędzie słyszę kulczyki.

    Wisienką na torcie były stawy. Tym razem mew śmieszek niewiele a dzięki temu ciszej. Zastąpiły je jaskółki dymówki. Myślę że było ich ponad 30. W ciągłym ruchu, to w górze, to nad wodą. Nie dały się sfotografować.





Kaczki krzyżówki stoczyły bitwę. A może to tylko zabawa.

Na koniec chyba zwycięzca
Tu jakiś samotnik na kanałku
Łabędzica na gnieździe a łabędź samotnie na drugim stawie
Gdy byłam na grobli między stawami postanowił wrócić do partnerki.


 Miałam wątpliwość czy mnie nie zaatakuje. Mogłam mu się przyjrzeć z bliska.
No i odpłynął.
Latał jeszcze błotniak stawowy.
Kroczyły statecznie dwie pliszki siwe.

Głowienki i perkoz dwuczuby nie dały mi okazji do dobrego zdjęcia.