Ptasia majówka na klonie
Jaka była majówka wszyscy wiemy; deszczowa, zimna i wietrzna. Upiekłam ciasto marchewkowe, spotkałam się z częścią swojej rodziny i to prawie cała moja aktywność. Krótki pobyt w parku bez atrakcji.
Scenka z udziałem dzięcioła i pleszek rozbawiła mnie. Dzięcioł duży przysiadł na drzewie obok budki która prawdopodobnie była zasiedlona przez pleszki. Rozległ się ich głośny krzyk. Dzięcioł został pogoniony, ja tylko zobaczyłam ogon pleszki w otworze budki.
Druga pleszka ogłosiła zwycięstwo.Pogoda się plotła, raz deszcz, raz słońce i ogromny wiatr. Za oknem mam jeden szczególny klon, na którym pożywienie znajduje wiele ptaków. Moje obserwacje z tych dni są dość różnorodne.W najgorszą szarugę kapturka szukała robaczków a mokra była bidula.
O wiele powabniej wygląda ten ptaszek z suchymi piórkami.
W innym momencie przyleciała świstunka leśna.
Jednocześnie z nią zauważyłam piegżę.
To maleńkie, bardzo zwinne i ruchliwe ptaszki. Przylatują tu ciągle.
Zaglądają szczygły,
Muchołówka żałobna,
Pierwiosnek, zięba,
kopciuszek.
Kulczyk śpiewa praktycznie cały dzień
A to kulczyki kąpiące się w kałuży.Przylatują też grzywacze i sierpówki.
Oczywiście przylatuję bogatki i modraszki, bo kos woli inne drzewo do swoich treli. Ta cała menażeria jest powodem mojej radości. Później, gdy liście urosną nie będzie ptactwa już widać, ale będę miała obraz w oknach, zielony i szumiący.